Podróże przez Polskę, podróże sentymentalne

W minionym tygodniu miałem okazję dwukrotnie wyjeżdżać w tereny szczególnie bliskie memu sercu – w zachodnie rejony Polski. Tam się urodziłem, chodziłem do szkoły, grałem w piłkę, jeździłem z Ojcem na polowania. Masa wspomnień. _dss8589_1a
Pierwszy wyjazd to osiemnastogodzinna podróż Citroenem C15 vel blaszakiem (dzięki uprzejmości Pawła) do Bolesławca i z powrotem. Niezapomniane przeżycie. Szczególnie miło wspominam oberwanie chmury z gradobiciem w okolicach Brzegu. Doznania akustyczne przywodziły mi na myśl rodzaj tortury, tzw. szafę grającą, czyli zamknięcie delikwenta w blaszanej skrzynce i okładanie jej metalowymi prętami.
Drugi wyjazd to podróż do rodzinnego Sulechowa. Tam dzięki zapałowi Ilony i Romana udało się zorganizować spotkanie w dwudziestolecie ukończenia szkoły podstawowej. Spotkaliśmy się w naszej szkole, w klasie nauczania początkowego nr 103 (w naszej klasie :) ). Były wspomnienia, humor zeszytów (dzięki Romek!), archiwalne zdjęcia i masa śmiechu. Później była część mniej formalna, która była również bardzo udana.
Bawiliśmy się świetnie i żal tylko, że dotarła nas ledwie garstka. Może następnym razem będzie lepiej.
Cieszę się, bo spotkałem ludzi, z którymi wcześniej widziałem się dawno lub baaaardzo dawno.
Przy okazji poszwendałem się po Sulechowie. Miasto mocno się zmienia. Ogólnie pozytywnie, ale czasami serce zaboli.
Po boisku na którym za dzieciaka spędzałem większość wolnego czasu (szczególnie po Mundialu ‘82) zostało marne wspomnienie. Teraz są pewnie lepsze miejsca do gry. A kiedyś trzeba było samemu trawę rękami wyrywać. Zmiany, zmiany, zmiany…


Liczba komentarzy do wpisu: 2

Zostaw komentarz

Znajomi:
Linki: